|
..Zdrada nie jedno ma imię..?/19
|
ZDRADA NIE JEDNO MA IMIĘ...
Nie lubię rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Tak się złożyło, że stan wojenny, zaskoczył mnie kiedy fizycznie byłem w „drużynie” Jaruzelskiego a sercem w „drużynie Wałęsy. I nawet po tylu latach, na każde wspomnienie stanu wojennego, odżywają uczucia, które mną targały wówczas, psychiczny „rozkrok” i dyskomfort tamtego czasu. Nie, nie popełniłem żadnego haniebnego czynu, chociaż z tego powodu, że nie byłem całkowicie lojalny wobec swoich przełożonych, szykowano na mnie pułapkę. Wyznaczony zostałem na dowódcę kilkusetosobowego oddziału pacyfikacyjnego dużego zakładu pracy. Załoga tego zakładu zachowała się jednak bojaźliwie i nie musiałem stawać przed dramatycznym wyborem.
I omal że udało mi się przeżyć tegoroczną 28 rocznicę, bez włączania telewizora ale nie danym mi było wyizolować się całkowicie. W poczcie internetowej, poza normalną korespondencją przybywa do mnie sporo spamu. „Wymiatając” spam w oczy uderzył mnie sążnisty artykuł, niejakiego Jana Pluszkiewicza (prawdopodobnie z pisma - Szerszeń 15/16 Tygodnik Ogólnopolski, pod intrygującym tytułem „DEZERTERZY”). Niestety taki już jestem, że jak mi coś wpadnie w ręce – czytam. No i przeczytałem, choć muszę przyznać że z odczuciem niesmaku. Autor wziął sobie za cel emigrację postolidarnościową, opluwając ją i wyzywając na ile pozwalał mu zasób pojęć z języka polskiego którymi dysponuje.
I tak, emigrantów postsolidarnościowych nazywa: „bohaterami” (w cudzysłowie), zakutymi łbami, tchórzliwymi dezerterami (dwukrotnie), małymi tchórzliwi ludźmi, renegatami, uzurpatorami, bezczelnymi renegatami. Jak na tak krótki tekst tyle wyzwisk powoduje iż kipi on po prostu nienawiścią, ociekając jadem i bezsilną złością. Natomiast argumentów na uzasadnienie swych tez – jak na lekarstwo. A te, które Autor przytacza, to wyświechtane komunały nie mające pokrycia w rzeczywistości z wyjątkiem tego, który miał służyć udowodnieniu że emigracja o której mowa, to sami awanturnicy i wichrzyciele.
Teza o wichrzycielach i awanturnikach (nacjonalistycznych) pochodzi z arsenału kiszczakowo-gieremkowskiej nowomowy. Ci którzy tą tezę odgrzewają, są apologetami okrągłostołowej zmowy kanalii. Prawdopodobnie Kiszczak i Wałęsa (myślący mózgami „swoich doradców” - Gieremka, Michnika, Kuronia, Mazowieckiego), uzgodnili kogo trzeba „wyprowadzić” z Polski, aby nie dostali się do okrągłostołowej reprezentacji tzw strony społecznej. Ci nieugięci i odważni ludzie, mogli zrujnować dogadywany od lat przez „wrogie siły” handelek – władza za bezpieczeństwo. Myślę że Kiszczak, zarządził nękanie tych ludzi a Gieremek i spółka, załatwili ze swymi pobratymcami, będącymi u władzy państw „demokratycznych”, przyjęcie emigrantów na atrakcyjnych warunkach.
A to że emigracja postsolidarnościowa nie jest zorganizowana? To takie proste aż w oczy szczypie. Władza państwowa w żadnym państwie, nie jest zainteresowana wspieraniem konkuretów w walce o władzę dusz i raczej utrudnia organizowanie się. Po drugie w ślad za wypchniętymi z Polski „warchołami”, Kiszczak posłał swoich agentów, przeważnie narodowości żydowskiej (dawało to gwarancję zachowania wrogości wobec uchodźców - Polaków). Ich zadaniem, (które dotychczas już na rzecz innego mocodawcy wykonują), było torpedowanie wszelkich prób zorganizowania się Polonusów. Udając Polaków, sieroty po Kiszczaku wkręcają się wszędzie, gdzie może zakiełkowć myśl polska i psują wszystko co się da.
Pozostałe argumenty używane przez Autora są ogólnikami nie zawierającymi treści. Kiedy Autor pisze że „dezerterzy” uciekli z pola walki, to w sposób rażący mija się z prawdą. Nie było pola walki, było pole zgniłego kompromisu (i zdrady ideałów Solidarności), między wałęsowymi doradcami a „kiszczakowcami” w sprawie okrągłego stołu. Przyszli emigranci postsolidarnościowi, byli zagrożeniem dla koncepcji przejęcia władzy przez ekipę Gieremka oraz niebezpieczni dla reżimu Jaruzelskiego. Operacja się niestety powiodła i przy okrągłym stole Polaków reprezentowali w 90 procentach Żydzi – „kombatanci KOR”. Polacy byli tam w ilościach śladowych bo po drugiej stronie, skład narodowościowy był taki sam. Żydzi z Żydami dogadali się w sprawie przekazania władzy nad Polską a firmował to swoim nazwiskiem głąb nad głąby – Wałęsa. Co prawda on twierdzi że głąbem nie jest ale gdyby znał prawdę o sobie, głąbem by nie był.
A na dowód heroiczności cnót Wałęsy, Autor przywołuje fakt że po odbiór nagrody Nobla (1983 r.) dla Wałęsy, musiała jechać Danuta Wałęsowa, bo wg Autora gdyby wyjechał, nie zostałby wpuszczony w granice PRL. To jedno z łgarstw mające sławić zasługi Wałęsy. A prawda jest taka że nie dostał paszportu, bo władze obawiały się, że mógłby nie wrócić i wówczas gdzie szukać tak rozpoznanego i tak ograniczonego umysłowo, przywódcę właśnie reaktywowanej (z pomocą UB) Solidarności – wydmuszki. Gdyby taki zamiar władza miała – paszport zostałby mu doniesiony w zębach.
Był to czas, kiedy zniesiono stan wojenny i jak wspomina A. Gdula „...zapanowało przekonanie, że my musimy uporządkować sami ...a w samym KC zaczęły się rozmowy, że coś trzeba zmienić, szukać szerszego poparcia, nawiązać jakieś rozmowy”. W grę wchodziło także „przytulenie Wałęsy”. A Wałęsa był jak miód, wymarzonym „przeciwnikiem”.
I właściwie na tym kończą się argumenty Autora dolepione do wyzwisk. Jak sam zaznaczył „Nie mieści mu się w głowie” (chodzi o bezczelność emigrantów). Ja to rozumiem i nawet nie mam do Autora żalu. Głowę ma taką jaką opatrzność mu przydała i nie powiększy jej choćby chciał i nie mieści mu się nic więcej poza tym co mu „napompowano”.
Autor pisze, że wielu „bohaterów”(czyt. emigrantów) było pośrednikami w przekazywaniu sprzętu i pieniędzy podziemnej Solidarności „... a znaczną część tych pieniędzy pośrednicy po prostu ukradli”. No właśnie, procederem tym zajmowało się Biuro Koordynacyjne S. w Brukseli, pod kierownictwem Milewskiego, który wplątał ruch Solidarności w „zimną wojnę”. Biuro to utrzymywało ścisłe stosunki z Tymczasową Komisją Koordynacyjną (podziemna TKK od 1982 r. - Bujak, Lis, Frasyniuk, Hardek) i to oni wchłaniali pomoc a żaden z nich nie wyemigrował. W 1982 roku suma pomocy wynosiła 1 mln dolarów a później, kiedy już Wałęsa i s-ka do nich dobierali się, suma była znacznie wyższa. Tak, że nie do emigrantów te pretensje a do tych „bohaterów” którzy „wytrwali na polu walki” (o stanowiska i przywileje).
Autor dalej sławi tych, co nie wyjechali, słowami: „ uczestnicy okrągłego stołu, nie uciekli przed odpowiedzialnością, nie wyjechali za granicę, wielu przebywało w więzieniach, byli szykanowani, nierzadko bici i poniżani, ale kraju nie opuścili! Kpi czy o drogę pyta? Ci, co opuścili kraj nie siedzieli w więzieniach, nie byli bici, nie byli szykanowani – przebywali na wakacjach na Karaibach. Autor tym stwierdzeniem daje świadectwo kompletnej nieznajomości tematu o którym ma tyle do powiedzenia.
„Bohaterowie” zostali no to co bez „dezerterów” zrobili? Nie potrafili nawet ukarać morderców okresu stalinizmu i stanu wojennego. Zaaplikowali Polakom ekonomiczną terapię szokową w której był głównie szok a terapii jak na lekarstwo. Uchwalili takie ustawy ustrojowe, które Polaków we własnym kraju pozbawiły środków do życia i reprezentacji politycznej. „Rozwalili” służbę zdrowia, transport i wojsko, zmarnowali majątek narodowy ciułany przez wiele pokoleń (doprowadzająć zakłady do upadłości a potem kupują je za złotówkę. Kilka przedsięwzięć „bohaterom” wychodzi, takie jak produkcja bezrobotnych, afer i udział w cudzych wojnach na koszt Polaków. W spadku po PRL-u dostaliśmy niskie płace i skorumpowany aparat władzy. Po 20 latach zarządzania Polską przez „bohaterów którzy zostali”, płace są jeszcze niższe a korupcja wśród „bohaterów” jeszcze większa. Dług publiczny ciągnący się od Gierka, zastali rzędu 20 mld $, więc „bohaterowie” spod okrągłego stołu, spłacali go zawzięcie przez 20 lat. I co ? Polska już nie ma długu? „Bohaterowie” powiększyli go dziesięciokrotnie. To o taką Polskę walczyła Solidarność. Prawdziwi patrioci zorientowali się że nie ma miejsca w ojczyźnie dla ich ideałów a władzę nad reprezentacją narodu przechwycili „bohaterowie spod ciemnej gwiazdy” – obcego pochodzenia!.
A któż to jest p. Jan Pluszkiewicz? Znawca historii czy zwykły burak, któremu się wydaje że ma patent na mądrość, wiedzę i moralność. Moim zdaniem to niezwykle płodny rozbójnik publicystyczny z pogranicza lewicy i „wałęsiarstwa”, czyli poprawny politycznie. Co prawda używa gazety „Szerszeń” ale gryzie nie dość dotkliwie, jak to szerszenie w zwyczaju mają ale za to jest natrętny i wszechobecny jak mucha jesienią. Nic nie wiadomo o jego dokonaniach w szeregach Solidarności.
Mogę przyjąć, że należał do niej ale w żaden sposób nie pasuje do tych, których po wyjściu z internowania SB nachodziła o świcie i późnym wieczorem, zatrzymywała na 24 godziny, aby ułatwić podjęcie decyzji o emigracji. Mało tego, jestem pewien, że nie stawał przed dylematem: emigrować czy zostać. Pisać wyzwiska, każdy potrafi, nawet jeśli zna sprawę, tylko z poprawnych politycznie gazet.
Tenże p. Pluszkiewicz, bierze w obronę, niejakiego Stanisława Kota, którego „Sowa” nazwała żydokomunistą. Otóż ten żydokomunista napisał artykuł pt „Po co Nam IPN” i jak sam tytuł sugeruje, kwestionuje on zasadność istnienia IPN. Gdyby mnie zapytał, to bym mu wyłożył „kawę na ławę” i nie musiałby biedak pocić się nad udowodnieniem tego czego udowodnić się nie da. Przecież to oczywiste że kopiąc w dokumentach, pracownicy mogą trafić na informacje o osobach i ich mało chwalebnych lub wręcz haniebnych czynach. Kto się wstydzi swych czynów i postaw w przeszłości lub co gorsza boi się ich ujawnienia, ma zamiar udawać postać pozytywną, choć taką nie jest, czyli diabeł chce swe otoczenie nabrać na minę aniołka. Sen. Piesiewicz udawał kryształowo czysty autorytet moralny, innych pouczał i łajał a okazał się ćpunem i wielbicielem orgii w towarzystwie ladacznic. Był on nieugiętym przeciwnikiem IPN i zwolennikiem niekaralności za narkotyki.
W związku z osobą Autora Pluszkiewicza i bronionego jak Masady St. Kota, mam parę refleksji z tym tematem związanych, które pod osąd czytelnika poddaję:
# Ręka rękę myje a Pluszkiewicz Kota;
# Wart Pac pałaca a pałac Paca;
# IPN wadzi tylko tym, co obawiają się że w „papierach” został ślad ich niegodziwości. Dla mnie, może być ze dwa IPN-y;
# Wg Pluszkiewicza - każdy, kto nie boi się IPN, musi mieć przynajmniej litość nad sierotą Kotem;
# W 1948 roku UBP aresztując ludzi, nie udawał nieznanych sprawców. Wręcz odwrotnie – zależało mu na rozgłosie i propagacji strachu. Nieznani sprawcy, którzy aresztowali rodziców p. Kota, to może było podziemie patriotyczne, które nie powodowało zniknięcia bez przyczyny. A może rodzice porzucili małego Kota i czmychnęli „na zachód”? Nieznani sprawcy nigdy nie są argumentem;
Nie będę dalej znęcał się nad zwierzętami, niech sobie ucztują na łące kłamstwa i niewiedzy.
Sylwester Żółkiewski - 17.12.2009
http://www.wicipolskie.org
|
|
Sylwester Żółkiewski -
|
|
12/19/2009
|
|
Komentarzy (0)
|
|